Bieszczady 2016

03 lipca 2016

Wreszcie nadszedł czas na Bieszczady. Wyruszam w niedzielę, jest deszczowe przedpołudnie. Prognozy pogody na najbliższy tydzień są dobre, a dalej zobaczymy. Zaraz za Krynicą znowu zaczyna padać. Pada w Gorlicach i w Jaśle, gdzie mam przesiadki. Dopiero blisko Sanoka deszcz ustaje. Póżnym popołudniem docieram do Komańczy. Nocleg u znajomych gospodarzy nad Osławicą. Ogród schodzi do rzeki. Idę popatrzeć - po drugiej stronie Bieszczady. Krople deszczu spadają mi z liści na twarz - nastrój tych chwil - nie da się opisać.

04 lipca 2016

Jeszcze o 6-tej rano jest buro i ponuro, ale niedługo potem mgły się rozchodzą - jest piękny słoneczny ranek. Chcę przejść z Komańczy pasmem Wysokiego Działu przez Chryszczatą i Wołosań do Cisnej. Po drodze oglądam urokliwe Jeziorka Duszatyńskie, potem krótki postój na Chryszczatej. Po południu docieram na Przeł. Żebrak. Zaczyna się robić burzowo - schodzę więc na nocleg do studenckiej bazy namiotowej Rabe. Kameralna baza, namioty tylko dwójki, sympatyczni ludzie. Na zdjęciach : Osława koło Duszatyna, pierwsze spotkanie z niedżwiedziem i Jeziorka Duszatyńskie.

05 lipca 2016

Przez Wołosań i Sasów dalej pasmem Wysokiego Działu do Cisnej. Idąc uświadamiam sobie, że tu się zaczynała Łemkowszczyzna. Dotąd sięgnęli od wschodu Bojkowie, a Wysoki Dział stanowił taką naturalną granicę. Po drodze na prawą stronę otwierają się ładne widoki na pasmo Hyrlatej. Po południu docieram do bacówki PTTK "Pod Honem" w Cisnej. Prawie pusto, spokój. Gospodarze mówią, że dopiero na weekend będzie tłok, więc postanawiam zostać tu do soboty.

06 -15 lipca 2016

Chodzę szlakami na Połoniny, na Smerek. Idę na Jasło, ale z Małego Jasła wraca mnie ulewa. To samo z Przeł. Wyżnej. Na koniec tygodnia udaje mi się jakimś cudem znależć we wsi dobrą kwaterę i w niedzielę 10 lipca przeprowadzam się. Jest wspaniale, wydaje mi się, że mógłbym po tych górach chodzić w kółko całymi miesiącami. Chwilami czuję się jakbym był w jakimś transie - jestem tylko ja i góry, a ludzie wokół jakby nie istnieli. Któregoś dnia idę z Przeł. Wyżniańskiej na Rawki. Jest tak doskonała widoczność, że z Wielkiej Rawki widać z tyłu za Kińczykiem Bukowskim i Stińską Opolonek i Piniaszkowy. A dalej to już przecież Przeł. Użocka i koniec polskich Bieszczadów. Zdjęcia przedstawiają :

  • widok z Połoniny Wetlińskiej. Po prawej Roh, Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo. Po lewej Dwernik Kamień i Magura Nasiczniańska (Jawornik)
  • burzowo na Srebrzystej Przełęczy
  • widok z Wyżniańskiego Wierchu. Połonina Wetlińska - od lewej : Hnatowe Berdo, Osadzki Wierch, Roh i Hasiakowa Skała. W dole Berehy Górne, na lewo od nich Przeł. Wyżna
  • widok z Małej Rawki na Połoninę Wetlińską. Po lewej Smerek

Innego dnia idę jeszcze raz na Jasło. Tym razem się udaje. Cały dzień piękna pogoda. Przez Okrąglik i Fereczatą schodzę do Smereka. Z Jasła są ładne panoramy na pasmo Połonin i na pasmo Graniczne. Zdjęcia przedstawiają :

  • widok z Jasła na Połoninę Wetlińską. Od lewej : Smerek, Przeł. Orłowicza, Roh, Osadzki Wierch i Hasiakowa Skała
  • to samo plus po prawej Połonina Caryńska
  • widok z nad wsi Smerek na Połoninę Wetlińską i Caryńską 

Następnego dnia wybieram się z Bereżek na Przeł. Przysłup Caryński. Urokliwa ścieżka wzdłuż potoku Suchy. Na Przysłupie schronisko studenckie "Koliba", ale takie jak nie studenckie. Z Przysłupu prowadzi doliną potoku Caryński bita droga do Nasicznego. Po dawnej wsi bojkowskiej Caryńskie została właśnie ta droga i jakieś resztki cmentarza po drugiej stronie potoku Caryński.

Wieś była kiedyś rozłożona na odcinku 5 km od przełęczy do Nasicznego. Piękna okolica - tu gdzie teraz są łąki i zagajniki kiedyś były pola uprawne i pastwiska, a nad potokiem stały chyże bojkowskie. Trafiam na zdziczałe drzewa owocowe, na lipy i jesiony. Bojkowie chyba lubili jesiony, bo ich sporo tutaj. Wracam się w połowie drogi do Nasicznego - nie ma stamtąd jak wrócić, a robi się coraz bardziej parno. Po południu faktycznie zaczyna mocno padać - pogoda się zmienia. W nocy nad Cisną przechodzą burze. Postanawiam następnego dnia wracać do domu.

Takie refleksje na koniec : Bieszczady są wspaniałe, są magiczne, jedyne w swoim rodzaju. Ciągle jeszcze. Piszę " jeszcze ", bo to nie są już te Bieszczady, jakie były dawniej. Komercja i tutaj wkracza szeroką ławą. Pełno pensjonatów, zajazdów. W Berehach Górnych czy na Przeł. Wyżnej takie parkingi jak przed dworcem PKP w Krakowie. Smutek. Zazdroszczę tym ludziom, którzy chodzili po Bieszczadach w latach 70-tych czy jeszcze w 80-tych. Na Połoninach, na Tarnicy czy na Rawkach w weekendy w sezonie jest tyle ludzi co w Krynicy na deptaku. Walą bez umiaru, całą ławą z Przeł. Wyżnej do schroniska, albo ze Starego Sioła na Przeł. Orłowicza, bo łatwe podejścia, całe wycieczki szkolne albo tatusiowie i mamusie ze swoimi pociechami za rączkę albo w nosidełkach, sami oczywiście w sandałkach albo jakichś pepeżkach z Biedronki. To nic, że za godzinę może zacząć padać, a dzieciak w nosidełku będzie przy upadku robił za amortyzację. Ważne że się jest " trendy ", że się było, zaliczyło. Całe szczęście, że jest BdPN, że porobili te barierki przy szlakach, bo przecież zadeptano by te Połoniny, rozdeptano by Krzemień, Rawki, a w powietrzu zamiast motyli fruwałyby torebki foliowe i papierki po cukierkach.

 

 

   



Script logo