Beskid Niski 2015

 listopad 2015

Dzisiaj był wyjątkowy dzień, niezależnie od tego, ze w górach każdy dzień jest wyjątkowy:) Widziałem dzisiaj rysia. Nieprawdopodobny fart. Inni całymi latami jeżdżą w Bieszczady i ani razu nie spotkają, a ja tak po prostu i to tutaj, niedaleko Krynicy. Dzień był pochmurny i chłodny, ale mimo to wybrałem się na parogodzinną wycieczkę jedną z moich okolicznych tras, z Tylicza przez Dzielec do granicy i tam granicznym szlakiem w stronę Lackowej. Dochodzę zazwyczaj do Czerteży i wracam, i tak było tym razem. Wracam więc z Czerteży granicznym szlakiem i już blisko Dzielca patrzę a na ścieżce jakieś 10-12 metrów przede mną stoi sobie najprawdziwszy ryś. Wyszedł z pobliskich chaszczy. To było mniej więcej tutaj :

Ja momentalnie znieruchomiałem, on też. Patrzyliśmy na siebie chyba ze 20 sekund, a potem spokojnie, jakby nigdy nic, wszedł z powrotem w te chaszcze. Sarna jak się ją spotka, ucieka w popłochu jak oszalała, a ten nie. Niestety nie miałem przy sobie aparatu fotograficznego, może bym zdążył go uwiecznić. W związku z tym rysiem przypomniał mi się wiersz, który napisałem kilka lat temu o znajomym kocie :

MÓJ NOWY ZNAJOMY

poznaliśmy się niedawno
wracałem właśnie ze spaceru

podszedł do mnie, zamruczał
to było chyba jego " sie ma "

pogadaliśmy trochę
jak myszy i w ogóle
i co mu się śniło

potem machnął ogonem
szasst - prasst
i już go nie było

 

Script logo